Na deweloperskim ringu
Jaki sport może uprawiać pani prezes firmy deweloperskiej? Squash, tenis, a może golf? Nic z tych stereotypowo elitarnych dyscyplin. Urszula Skudniewska, prezes Amber Sp. z o.o., po pracy odpoczywa na… bokserskim ringu.
Po raz pierwszy do Bokserskiego Klubu Sportowego Olimp przyszła z małżonkiem. Nie, nie dla bezpieczeństwa czy wsparcia. Oboje postanowili wspólnie zacząć uprawiać swoją nową pasję. – Poszliśmy tam wprost po pracy, mąż w garniturze, a ja w garsonce, wzbudzając lekkie zainteresowanie – mówi Urszula Skudniewska. – Nikt nie wierzył, że sobie poradzimy. Ale zostaliśmy w tym klubie na ładnych parę lat.
W biznesie jak na ringu
Pani prezes nie wywodzi się z rodziny sportowców. – Wręcz przeciwnie, przez większość życia nie uprawiałam żadnego sportu – przyznaje. – Ale w pewnym momencie skończył się mój limit siedzenia na kanapie, i postanowiłam coś ze sobą zrobić.
Boks nie był pierwszą sportową dyscypliną małżeństwa Skudniewskich. Od lat biorą wspólnie udział w maratonach rowerowych. Uprawiają też spinning. Jednak nawet najdalsze wycieczki na dwóch kółkach nie zadowalają sportowych potrzeb pani Urszuli. – Potrzebuję dużo adrenaliny, wysiłku – mówi pani prezes. – Im bardziej odpowiedzialne zadanie, im bardziej odpowiedzialna praca, tym bardziej potrzebuję odreagować.
Na ringu Urszula Skudniewska zapomina o stresie dnia powszedniego prezesa dużej firmy. Co nie oznacza, że te dwa światy – boks i biznes – dzieli przepaść, bynajmniej. – Te same cechy, które ważne są w boksie, pozwalają mi też funkcjonować w biznesie – mówi Skudniewska. Zarówno na ringu, jak i na deweloperskim rynku, niezbędne są ambicja, waleczność, chęć samodoskonalenia się, a także szybka analiza sytuacji i podejmowanie decyzji. I tu, i tu przetrwa tylko ten, kto na porażki reaguje nie zniechęceniem, ale determinacją do tego, by nadrobić zaległości i stać się lepszym.
Co jednak nie znaczy, że na ringu deweloperskim pani prezes walczy bez pardonu. – Jestem osobą spokojną, opanowaną, w relacjach biznesowych bardzo rzadko się unoszę – mówi.
I rzeczywiście, na pierwszy rzut oka Skudniewska nie sprawia wrażenia osoby, która uprawia sport tak ekstremalny. Spokojna, skromna, sympatyczna i uśmiechnięta kobieta, bez śladów obić, ran, kontuzji, bez sińców na twarzy. Sama zresztą przekonuje, że boks nie zasłużył na swoją opinię sportu brutalnego. – To bardzo ogólnorozwojowa dyscyplina, bo kształtuje i wytrzymałość, i szybkość, i koordynację ruchową – mówi. – Trening bokserski jest mocno urozmaicony, więc to faktycznie sport dla wszystkich.
Boks jak aerobik
Jeszcze zanim zaczęła przygodę z boksem, Skudniewska ćwiczyła jogę. Stamtąd, teoretycznie, bliżej jej było do innego sportu walki – karate – podobnie jak joga pochodzącego z Dalekiego Wschodu. Jednak dla pani Urszuli ta dyscyplina jest… zbyt kontaktowa. Tymczasem w bokserskiej, amatorskiej grupie, do której należy, typowe sparingi z klasyczną wymianą ciosów nie stanowią znaczącej części treningów. Tym bardziej, że jej członkami tej są w większości przedstawiciele inteligencji, a więc ludzie, którzy „pracują twarzami” i na pójście do pracy ze złamanym nosem nie mogą sobie pozwolić. Podobnie i prezes Skudniewska unika raczej otwartych walk. – W domu z mężem też nie urządzamy sobie sparingów – zapewnia ze śmiechem pani Urszula. – Na treningach zazwyczaj ćwiczę z hantlami, piłką lekarską, na skakance, wykonuję ciosy „na sucho”, bez przeciwnika.
Boks nie musi być zatem sztuką rozbijania szczęk, ale może być za to pewną żywiołową formą aerobiku. A już w ogóle nie powinien, zdaniem Skudniewskiej, być formą samoobrony. – Nie zdarzyło mi się bronić na ulicy przed napastnikiem za pomocą boksu – mówi. – Myślę zresztą, że w sytuacji zagrożenia życia lepiej nie zdawać się na znajomość jakichkolwiek sztuk walk, tylko po prostu uciekać. A już najlepszym sposobem jest ufanie swojemu instynktowi i unikanie sytuacji niebezpiecznych zanim się wydarzą. Przekonanie, że umiejętności sportowe pozwolą nam obronić się przed zdeterminowanym napastnikiem są bardzo złudne.
Ostatnio Urszula Skudniewska w życiu zawodowym jest pochłonięta pracą nad inwestycją budowy osiedla Małe Błonia na Warszewie. Ma ono powstać w miejscu, które sprzyja rajdom rowerowym po Puszczy Wkrzańskiej. Aktywny styl życia to jeden z atrybutów Małych Błoni i sposobów na promocję osiedla. Na tej płaszczyźnie życie zawodowe Urszuli Skudniewskiej spotyka się z jej sportową pasją. – W przyszłym miesiącu organizujemy rajd rowerowy po Puszczy Wkrzańskiej, w którym wraz z mężem będziemy uczestniczyć – mówi.
Boks i jazda na rowerze nie muszą być ostatnimi dyscyplinami sportu Urszuli Skudniewskiej. – Jestem w najlepszej fizycznej dyspozycji w życiu, lepiej się czuję, niż dekadę temu, gdy miałam dwadzieścia lat – mówi. – Zazdroszczę tym, którzy są totalnie bez formy, bo mogą budować ją od podstaw. Ale to wspaniałe uczucie pokonywać swoje słabości! Chciałabym to przeżyć jeszcze raz. Być może tym razem już w innej dyscyplinie. Przynajmniej równie ekstremalnej jak boks i wymagającej jak rower!




